REKLAMA

Samorządy chcą, by to człowiek rządził w lasach. Wysłały petycje do premiera Morawieckiego i Parlamentu Europejskiego

BIESZCZADY / PODKARPACIE. Samorządy z Bieszczadów i Pogórza Przemyskiego protestują przeciwko projektowi Komisji Europejskiej pn. „Unijna strategia na rzecz ochrony bioróżnorodności 2030. Przywracanie przyrody do naszego życia”. Samorządy obawiają się, że skutki jej wprowadzenia będą katastrofalne dla żyjących w Bieszczadach i Pogórzu Przemyskim ludzi.

Dorota Mękarska

KE przedstawiła dokument w zeszłym roku. Projekt zakłada objęcie ochroną ścisłą 10% powierzchni lądowej UE. To nie wszystko. Ochrona prawna ma objąć ponadto 30% terenów wchodzących w skład unii. Warto przy tym zaznaczyć, że według danych Banku Światowego aż 39,65 procent obszaru Polski objęte jest jakąś formą ochrony. Parki narodowe zajmują około 1 % powierzchni naszego kraju, ale ochroną ścisłą nie jest objęta całość ich powierzchni. To oznacza, że sama powierzchnia parków narodowych musi się zwiększyć co najmniej dziesięciokrotnie!

Nie widzi się człowieka

To pociągnie za sobą drastyczne skutki, których obawiają się jednostki samorządu terytorialnego. Według samorządowców doprowadzi to do pauperyzacji mieszkańców, a tym samym odbije się na kondycji ekonomicznej samorządów.

Wojciech Bobowski

– Nagłaśnialiśmy tę sprawę już wcześniej – mówi Wojciech Bobowski, przewodniczący Rady Powiatu Przemyskiego, zwracając uwagę, że gdy KE podjęła prace w tym zakresie, Rada Gminy Bircza, której był przewodniczącym, apelowała, by ujrzeć w tej strategii człowieka. – Nikt, nie zauważał, że urzędnicy unijni przedstawiając dokument nie ujęli w nim ludności. Wystosowaliśmy więc protest, by ktoś się nad tym projektem pochylił i zobaczył, że tu mieszkają też ludzie. Jak można poważnie traktować zapisy, w których nie widzi się człowieka?

Nie ma oferty zastępczej

W zeszłym tygodniu w Birczy spotkali się samorządowcy z trzech jednostek samorządu terytorialnego: powiatu bieszczadzkiego, powiatu przemyskiego i gminy Bircza. Wspólnym obradom przewodniczył Wojciech Bobowski.

W sesji wzięli udział posłowie: Daria Popiołek, Piotr Uruski, Mieczysław Kasprzak, Marek Rząsa, oraz w trybie online eurodeputowany Bogdan Rzońca. Nie zabrakło przedstawicieli Lasów Państwowych i środowiska naukowego.

Warto zaznaczy, że swój protest przeciwko unijnemu projektowi wcześniej wystosowała też Rada Gminy Lutowiska.

Marek Andruch

– Boimy się implementacji tego prawa, bo to oznacza, że stracimy kolejną ważną gałąź gospodarki, bez żadnej oferty zastępczej – podkreśla Marek Andruch, starosta bieszczadzki.

– Mogą na tym straci trzy samorządy, a gmina Bircza może być z produkcji leśnej wyłączona w 100 procentach – podkreśla przewodniczący Bobowski. – Padnie produkcja leśna, transport, zakłady drzewne, meblarskie. Nie ma natomiast alternatywy. Znaczna część ludzi zostanie bez pracy. Zagrożony jest ich byt.

Podczas wspólnej sesji jednogłośnie przegłosowano petycje, w których wystąpiono o „wykreślenie tych zapisów i wprowadzenie pojęcia ochrony zrównoważonej w przedstawionym zakresie terytorialnym gwarantującej prowadzenie działalności człowieka, w tym pozostawienia gruntów rolnych i leśnych w celu ich gospodarczego wykorzystania zgodnego z zasadami zrównoważonego rozwoju, modelu sprawdzonego, wypracowanego przez pokolenia Polaków, naszych Leśników i Rolników.”

– Gdyby faktycznie zostało wprowadzono takie prawo, to oznaczałoby, że w Polsce z całkowitej ingerencji człowieka wyłączono teren, który obejmowałby powierzchnię dwóch województw – obrazowo przedstawia sprawę starosta Andruch.

I dodaje. – Ekolodzy mówią, że będą rekompensaty, ale na ten temat nic nie wiadomo, a sama turystyka nie jest w stanie zastąpić tak ważnych gałęzi gospodarki, tym bardziej, że jest ona bardzo wrażliwa na wszelkie tąpnięcia, czego przykładem jest pandemia.

– Opowiada się bzdury o agroturystyce, ale nie da się żyć z samej agroturystyki – dodaje przewodniczący Rady Powiatu Przemyskiego. – Musiałoby z niej korzystać wielu bogatych ludzi, a bogaci ludzie jak wiadomo mają do dyspozycji takie obiekty jak Arłamów. Powinno być wskazane, w jaki sposób mogłyby być wypłacane rekompensaty, bo nie powinno się to robić w formie bezpośrednich dopłat, ale pomocy finansowej przy inwestowaniu.

Zgadza się z tym starosta bieszczadzki, który uważa, że likwidacja miejsc pracy, przy równoczesnej wypłacie pieniędzy, to bardzo karkołomny pomysł.

Weto przeciwko Turnickiemu Parkowi Narodowemu

W Birczy samorządowcy opowiedzieli się również za podjęciem działań przeciwko tworzeniu nowych form ochrony przyrody, takich jak Turnicki Park Narodowy czy Rezerwat Reliktowa Puszcza Karpacka.

Petycje zostały skierowane do premiera Mateusza Morawieckiego i Parlamentu Europejskiego.

– Nie uważamy, że przyrody nie należy chronić. Robimy to, zresztą taki obowiązek wymusza na nas prawo – dodaje przewodniczący Bobowski. – Ale aby powstał park narodowy potrzebna jest zgoda samorządów. W przypadku gminy Bircza, która liczy około 6,5 tysięcy mieszkańców, a w większości żyją oni z lasu, połowę gminy można by od razu zamknąć na klucz.

Grafika poglądowa

foto: archiwum redakcji (2), archiwum prywatne


ZOBACZ RÓWNIEŻ:

Strategia na rzecz ochrony bioróżnorodności uderza w nasz region! (VIDEO)

31-05-2021

Dodaj komentarz

Zaloguj się a:

  • Twój komentarz zostanie wyróżniony,
  • otrzymasz punkty, które będziesz mógł wymienić na nagrody,
  • czytelnicy będa mogli oceniać Twoją wypowiedź (łapki),
lub dodaj zwykły komentarz, który zostanie wyświetlany na końcu strony, bez możliwosci głosowania oraz pisania odpowiedzi.
Dodając komentarz akceptujesz postanowienia regulaminu.